| |
1
Jeden spontaniczny wypad ze starym znajomym, jak dawniej, uświadamia mi, że czegoś mi w życiu brakuje.
Nic szczególnego nie robimy, przejażdżka, ustawienie sprzętu w studio, rozmowa przy kawie. Jak kiedyś. Jego codzienny rytuał, który wciąż oglądam tak jak zwiedzający ogląda park jurajski. Gadanie o pracy, pomysłach i możliwościach. Umacnia mnie to gadanie i jednocześnie rozmiękcza. Obserwuję go w rozmowie i przy pracy. Skrycie podziwiam. Młodszy ode mnie, ale pełen zaufania do siebie, silny, pogodny. Budzi respekt. Łudzę się, że część tego przejdzie na mnie. Muzycy w studio nagrywają numer, który pachnie choinką i piernikami. Chciwie chłonę strzępy ich rozmów, śmiechy i krzątaninę. Normalnie jak bezdomna.
Próbuję zakończyć tę notkę i zlokalizować dziurę, którą ucieka mi powietrze. I więcej chyba już dziś nie znajdę. Naprawdę tu jestem?
skomentuj
(2)
moc
Dziwne godziny. Czas oczekiwania, nie wiadomo na co. Czas tworzenia, poszukiwania, niecierpliwego przeszukiwania palcami, biegania myślami, niepokój. Twórczy, ale nie lękotwórczy. I Em myśli tak samo. Widzę, jak od kilku dni przestawia meble, wyciąga wreszcie zimową kurtkę, podejmuje ważne decyzje, zastanawia się nad przyszłością zespołów, w których gra, kręci się wierci jak owsik. Jeszcze długo po tym jak zamykam za nim drzwi czuję na skórze jego dotyk. To już zupełnie inny temat, ale chcę o tym mówić. Najbardziej tęsknię zaraz po rozstaniu (chodzi o takie małe rozstanie, jeszcze nic nie wiecie o Em, skąd więc możecie wiedzieć że chodzi tylko o rozstanie, kiedy on jedzie do pracy o siódmej. No właśnie: tylko?), kiedy jeszcze mam jego zapach na płaszczu, rozczochrane włosy i wargi miękkie od długiego całowania.
Ja nie wiem. Może to perfumy mnie oszałamiają, a może dobre jedzenie? Może jem za dużo sera? Albo to faza księżyca. Albo Benny Carter. If I had you. Charlie Barnet. Blues in the night. Nie mogę też zapomnieć o kluczowym znaczeniu hormonów, które lekarze kazali mi łykać garściami. Ale skracając tok myślenia - czy hormony mogą sprawić, że zacznę grać na pianinie?
Wczoraj oglądałam odcinek Doktora Grześka Doma, w którym facet był hojny z powodu guza na tarczycy (--> hormony). Gdzieś niechcący zahaczam o problem połączenia duszy z ciałem - jeszcze chwila, a zacznę przynudzać o Kartezjuszu (taki fragment dla tych, którzy tęsknili za moimi filozoficznymi dywagacjami). Trudno mi znieść myśl, że nastrój, zachowanie, sposób myślenia zależy od ilości i jakości hormonów, poziomu glukozy i dotlenienia komórek. LOL. LOL. Gdzieś już o tym pisałam, ale to tylko znaczy, że nie zdołałam się z tym uporać.
Myśleć. Działać. Tworzyć. Decydować.
Coraz mniej Gombrowiczowska jestem. Nabieram kształtu. Nabieram chceń. Chcę i mogę i robię. Lubię myśleć i mówić na głos: "Złożyłam zamówienie na Ukochanego - proszę, dostałam. Wystarczyło złożyć w kształt. Z resztą też tak będzie".
Mam poczucie miłości. Mam poczucie mocy.
Wykluczając panownie nad czcionką ;))
skomentuj
(2)
...
Jest tak.
Kompletna cisza. Na biurku niedopita melisa, popielniczka z dymiącym papierosem, podarte losy i sterta zapisanych kartek. Nalepka z napisem Sun For Miles. Guzik od płaszcza. Płyty Forge of Clouds, Tides from Nebula, Blindead. Notes otwarty na stronie 29.10 z narysowanym nagrobkiem. Pusta butelka po gazowanym napoju. Wkładka do katalogu FM. Słuchawka do komunikatora. Na regale sterta pomarszczonych już kasztanów. Paczka chusteczek. Telefon, który wciąż dzwoni.
skomentuj
(0)
Clint Eastwood spotyka lekarzy
W gabinecie stomatolog (idealna kopia Reese Witherspoon) przykleja mi plaster na zranione dziąsło, które nie chce się goić. Obmacuje mój policzek i wsadza palce dokładnie tam, gdzie bym nie chciała. Jęczę z bólu. Natychmiast przestaje, kiwa głową. Powiększony węzeł chłonny - diagnozuje. W ciągu dwóch minut jej asystentka robi mi zdjęcie panoramiczne.
- Nie ma stanów zapalnych w pobliżu węzła chłonnego, a coś sieje. Zastanawia mnie jeszcze TO - pokazuje mi na monitorze komputera kółko przy zdrowym zębie. No proszę cię, bez jaj!
- No i ten ząb jest do usunięcia oczywiście - wskazuje na potwora, zupełnie inny ząb, który rośnie w poprzek. Tak, tak, wiem wiem. Kiedyś to musiało nastąpić. Mam jakieś mgliste wspomnienia z usuwania ósemki po drugiej stronie. Mgliste, bo mnie naćpali. Wiedzieli o potworze, ale nie mogli mi wyrwać dwóch na raz. Tak czy owak Reese zapowiada dalszy ciąg atrakcji we czwartek - będę miała konsultację z chirurgiem. Tymczasem mam się umówić na badania z resztą lekarzy. Miodzio. Bardzo mnie to uspokaja.
skomentuj
(4)
Clint Eastwood
Postanowiłam zachorować.
Dziwne postanowienie, nikt przy zdrowych zmysłach nie postanawia złych dla siebie rzeczy. Chyba że nie ma wyjścia. Let's face it: jestem pracoholiczką i jeśli nie zachoruję, wykończę się pracą. Jeszcze do niedawna wstawałam o 6:00, pracowałam przy kompie, wychodziłam o 8:30, spędzałam 4 godziny praktyki w przedszkolu, przechodziłam kilka ulic dalej, gdzie spędzałam popołudnie i pół wieczoru z dochodzącymi do siebie po chorobie Lokami, po czym wędrowałam do Klubu, o ile była tam jakaś impreza (jest prawie codziennie). Po ocenie promocji imprezy i wypiciu butelki piwa ze znajomymi lądowałam w domu ok. 23:30. Kiedy nie szłam do Loków, udzielałam korepetycji i chodziłam na psychoterapię grupową (pierwotne założenie było takie, żeby nauczyć się radzić sobie ze skłonnościami depresyjnymi, ale pojawiły się zupełnie inne rzeczy). Odpoczywałam w weekend, o ile nie wypadał wtedy zjazd na uczelni.
Cóż, wygląda na to, że kiedyś musiałam się zmęczyć. Jeszcze zanim skończyłam praktyki i terapię zaczęłam się łamać. Psychicznie.
A ostatnio fizycznie. Wypiłam w pracy drinka (tak wiem, wielu z Was chciałoby pić w pracy, ja mogę bezkarnie), potem był after z piwem u znajomej z osiedla z ową znajomą i z Oceanem, a potem wstałam z potwornym kacem. Kac nie minął, co jakiś czas zaczyna mnie boleć głowa, a także brzuch i lewa strona szczęki. Nie pasuje to do żadnej ze znanych mi jednostek chorobowych. Trudno mi jeść, trudno mi się skupić, rozmemłałam się psychicznie. Chodzę jak naćpana, odwołałam wszystko i czuję się jak kowboj mrużący oczy w słońcu z ręką gotową do zanurkowania w kaburę. Potworna słoneczna cisza.
skomentuj
(0)
Ostatni dzień kwietnia
Bardzo często myślę sobie o tym, co napiszę - zwłaszcza kiedy wracam do domu późnym wieczorem. Idę z odległego końca mojego osiedla i w czasie tego kwadransa moje myśli wydają mi się świeże i genialne, a kiedy już przychodzę i siadam do komputera, są podobne do rzodkiewek, które leżą drugi tydzień w lodówce. A dziś był bardzo dobry dzień. Wprawdzie nie od rana, bo wstałam wkurwiona i chciałam rzucać pracę, a właściwie trzy prace, bo nie wyrabiam się na czas i czuję się niekomfortowo będąc taka nieidealna. Po rzuceniu kilkoma kurwami, zjedzeniu porządnego śniadania i wypiciu dobrej kawy trochę mi przeszło jednakowoż. To przerażające, prawda? - chodzi mi o to, że tak niewiele może zmienić światopogląd o 180 stopni... Napisałam świetną ofertę współpracy dla przyszłego współorganizatora-sponsora, rozrzuciłam plakaty z imprezami na maj, wysłałam tekst do portali, przygotowałam się do korepetycji, pojechałam do mojego 50-letniego ucznia i przetłumaczyliśmy kolejny kawałek książki. Wszystkie te rzeczy zasługują na pochwałę i pogłaskanie się po głowie, na wspaniałego gofra albo niewiemco! Potem kupiłam imieninowy prezent dla siostry i zahaczyłam o klub, dla którego pracuję. Zostałam tam dłużej, niż zamierzałam. Ucięłam sobie przemiłą pogawędkę ze stałymi bywalcami. Jeden z nich, właściciel agencji reklamowej, zaproponował mi współpracę. A wiecie dlaczego? Dlatego, że usłyszał moją rozmowę z jego kumplem-pracownikiem stacji telewizyjnej na temat artykułów w TV i promocji knajpy. Pamiętam dobrze tę rozmowę. Nie byłam wcale błyskotliwa, wyciągałam od niego informacje, dowiadywałam się, jak to wszystko działa. I dziś M. mówi mi, że potrzebuje takich ludzi jak ja.
Hej, nie chodzi mi o to, że ktoś mnie potrzebuje, że ktoś proponuje mi pracę. Jestem zdumiona tym, jacy nieświadomi jesteśmy tego, co się dzieje wokół. Patrzysz, myślisz, mówisz i robisz swoje. Żyjesz sobie. A ktoś z zupełnie innego świata obserwuje cię i może myśli o tobie coś fajnego. Taka myśl na dziś.
I jeszcze trochę myślę o mężczyźnie, który napisał mi jakiś czas temu, że nie może spać i tylko mój całus może mu pomóc. Pierdolony Nieśpiący Królewicz. ;)
skomentuj
(5)
Ciąg dalszy rozważań
Niechcący nastąpiła konfrontacja Ja-Ocean. Naprawdę, tak niechcący, że mam ochotę krzyczeć "PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM!"
Przypomnijmy odwieczne zasady.
Ocean należy pokornie obserwować.
Żadnego rzucania się w fale, żadnego pływania, harcy z materacem, nie wspominając już o łódkach.
Nic z tych rzeczy. Można patrzeć do woli. Słuchać do woli. Zanurzać stopy.
Wyłowić muszelkę do kolekcji. I na tym trzeba skończyć.
Słoneczne blaski nie powiedzą mi co jest tam, głęboko, w środku. Ślizgają się po powierzchni. Uwodzą mnie świetlne miraże. Słyszę szepty. Wydaje mi się, że widzę żaglowiec.
skomentuj
(4)
|
|